Podziel się wpisem

Mówi się stare porzekadło: „Myśliwy bez psa jest tylko połową myśliwego”. Ktoś niezwiązany z łowiectwem mógłby pomyśleć, że pies to po prostu kolejne „narzędzie” ułatwiające zdobycie celu. Nic bardziej mylnego.
Relacja przewodnika z psem myśliwskim to symbioza budowana latami treningów, wspólnych wyjść w teren i bezsłownym porozumieniu. Ale w łowisku rola psa wykracza daleko poza bycie towarzyszem.
Pies to gwarant etycznego polowania.
Myśliwi, mimo najlepszego sprzętu i umiejętności, są tylko ludźmi. Zdarzają się strzały nieprecyzyjne. Wtedy, gdy ludzkie oko i technologia zawodzą, do akcji wkracza psi nos.
Poszukiwanie postrzałka (dochodzenie) to najważniejsza misja psa. Posokowiec czy tropowiec, który po wielu godzinach, w trudnym terenie, odnajduje ranną zwierzynę i pozwala skrócić jej cierpienie, wykonuje najcięższą, ale i najbardziej szlachetną pracę w łowisku. To dzięki niemu błąd człowieka nie kończy się długą agonią zwierzęcia w gęstwinie.
Szacunek dla zdobyczy. Podobnie jest na polowaniu na pióro. Dobry aporter – wyżeł, spaniel czy labrador – zapewnia, że każda strzelona sztuka zostanie odnaleziona w trzcinach czy wodzie. Etyczne myślistwo nie uznaje marnotrawstwa, a bez psa jest ono niemal nieuniknione.
Pies w łowisku to nie pomocnik. To partner, który uzupełnia nasze ułomne zmysły i sprawia, że nasze działania w lesie są bardziej odpowiedzialne. To nasze „czteronożne sumienie”.
Wielki szacunek dla wszystkich podkładaczy i przewodników, którzy poświęcają setki godzin na ułożenie swoich psów. Darz Bór Wam i Waszym psiakom!

Podziel się wpisem