Myślistwo to nie hobby, to stan umysłu. O tym, czego nie widać na zdjęciach z trofeum.
Dla postronnego obserwatora myślistwo często sprowadza się do finalnego momentu – strzału. To jednak jak ocenianie książki po ostatnim zdaniu. Prawdziwa istota łowiectwa kryje się w tych setkach godzin, gdy strzelba milczy.
To te lodowate poranki na ambonie, gdy obserwujesz, jak las budzi się do życia, a mgła opada z łąk. To umiejętność czytania śladów na śniegu jak otwartej księgi. To momenty absolutnej ciszy, gdy stajesz się niewidzialnym elementem ekosystemu, a nie intruzem.
Myślistwo to przede wszystkim uważność. To nauka pokory wobec potęgi przyrody i zrozumienie, że jesteśmy jej częścią – czasem jako obserwator, a czasem jako drapieżnik. Strzał to tylko ułamek sekundy, zwieńczenie długiego procesu. Cała reszta to głębokie, niemal intymne zanurzenie w dzikość, którego nie da się doświadczyć zza szyby samochodu.